Wakacje cz. 26

Wakacje cz. 26
PRZYGOTOWANIA DO ORGII – BICIA REKORDU SWIATA

Co czai sie w ludzkiej duszy? Jakie zakamarki wlasnego ja mozna odkryc przypadkiem? Co sprawia, ze drzymy z rozkoszy i podniecenia? Te pytanie sa zaledwie zalazkiem tego co dane bedzie przezyc Andrzejowi.
Czwartkowa rozmowa z Maria, dyrektorka ze szkoly, poirytowala nieco Andrzeja. Po raz kolejny przelozona Krystyny wykrecila jego numer starajac sie przekazac mu wlasne uwagi. Co ona sobie mysli do cholery? – obgryzajac paznokcie przeklinal cicho. Minute pózniej dotarlo do niego, ze nerwy zaczynaja mu puszczac. Ruszyl w kierunku kuchni wiedziony zlymi przeczuciami. Jesli którys z uczniów cos powie, albo dyrektorka zobaczy jakis film lub zdjecia Krysi to z pewnoscia wyrzuci ja z pracy – kontynuowal swój monolog – ale co potem? Teraz jest juz koncówka roku, wakacje, wiec nieco przedluzy sie wszystko w czasie. Krysia pójdzie na roczny urlop macierzynski. Ale co bedzie za rok, na jesieni?? Jesli dyrektorka wysle swoje uwagi do kuratorium, to Krystynie bedzie ciezko znalezc prace w jakiejkolwiek szkole…

Andrzej siegnal po nóz i zaczal obierac ziemniaki. Krystyna kazala mu przygotowac salatke, jakies zakaski no i cala reszte. Tak powiedziala: cala reszte. Machinalnie wykonywal swoje ruchy nie zdajac sobie sprawy z niebezpieczenstwa, jakie to niesie ze soba. Kilka razy ostrze przesunelo sie prawie po palcu.

Kilka kilometrów dalej Pawel sluchal z uwaga slów swojej wychowawczyni – pani Kasi. Przynajmniej takie wrazenie chcial w niej wywolac. Faktycznie to z trudem panowal nad wlasnym spojrzeniem. Raz za razem wedrowalo ono niebezpiecznie nisko. Ogladal jej zgrabne nogi. Mloda 35-letnia nauczycielka znów wlozyla mini, bezwiednie kuszac tym chlopca. Bylo to ich trzecie spotkanie po lekcjach, w szkole. Na poczatku Kasia, na prosbe dyrektorki, chciala zaczerpnac informacji o matce Pawla. Nie powiodlo jej sie. Spróbowala po raz kolejny. I wtedy stalo sie. Chlopak z ociaganiem wyjawil przed nia prawde. Wychowawczyni byla zaszokowana. Zastanawiala sie dlugo az w koncu podjela decyzje: na razie nic nie powiem dyrektorce, trzeba pomóc chociaz Pawlowi.

W jej glowie kielkowaly powoli sprzeczne, poplatane ze soba, ale coraz silniejsze uczucia. Z jednej strony widziala w nim poszkodowana ofiare, z d**giej mlodego energicznego mlodzienca, i wreszcie calkiem przystojnego chlopca. Starala sie poukladac to wszystko w sobie. Bylo to zarazem latwe i trudne. Zauwazyla, ze Pawel przyglada sie jej nieco dziwnie. Czyzby zagladal mi w dekolt? – zastanawiala sie zafrasowana. To odkrycie potwierdzilo sie po kilku minutach. Teraz miala juz pewnosc. Chlopak lustrowal ja bardzo dokladnie. Na kolejna wizyte umówili sie, na jutro, na piatek u niej w domu, po lekcjach.

Kasia dlugo wybierala garderobe, oszukujac przy tym siebie, ze nie chce, ze nie pragnie niczego prócz jego dobra… Ostatecznie wlozyla mini, lecz niezbyt krótka, i cienka przewiewna bluzeczke. Pawel zapukal dokladnie o godzinie pietnastej.
– Dzien dobry pani profesor.
– Witaj! Prosze wejdz.

Kilkanascie minut pózniej siedzieli naprzeciwko siebie. Dzielily ich ledwie centymetry. Od czasu do czasu przysuwali sie, odplywali, by ponownie orbitowac ku sobie. Zarówno ona, jak tez on przyciagali sie coraz silniej. Wychowawczyni licealisty lapala sie na tym, ze zbyt czesto spoglada mu w oczy. Chlopak uciekal od czasu do czasu, chcac w ten sposób pokryc swoje zmieszanie. Wynikalo ono z jednego: ta dojrzala kobieta dzialala na niego jak magnes. W pewnym momencie nie wytrzymal. Jego dlon wykonala ruch by po chwili zetknac sie z jej palcami. Mocno stremowana powiedziala cos, tylko po to by przerwac krepujaca obojga cisze. Pawel odpowiedzial jednym slowem. Spojrzeli na siebie tym razem przeciagajac to w nieskonczonosc. Kasia westchnela glosno czujac, ze dzieje sie cos niedobrego. Nie reagowala jednak kiedy zblizyl ku niej usta i bardzo cicho wyszeptal: jest pani taka piekna. Nauczycielka zaczerwienila sie prawie po same uszy. W koncu wypuszczajac powietrze odrzekla: dziekuje!

Jej plan powoli spelzal do grobu. Wszystkie checi i zamierzenia pryskaly jak banki mydlane. Cos sie zbudzilo w jej duszy, rosnac i rosnac, wbrew temu co sama chciala zagluszyc. Zbyt dlugo to chyba robila. Uspiona kobiecosc dala o sobie znac. I jeszcze ta sytuacja z jej kolezanka, Krystyna… Przeciez Krysia tak ochoczo korzysta z buzujacego testosteronu w organizmach maturzystów… Czy ona jest inna? Gorsza? Brzydsza? Czy jej nie wolno skorzystac z tego, ze tez podoba sie swoim uczniom i widza w niej kobiete?

Ostatkiem sily woli Kasia trzymala sie teraz w sobie. Nie moze ulec swoim pragnieniom. Nie moze, po prostu nie moze. Pawel jest tutaj u swojej wychowawczyni, bo szuka azylu. Szuka ucieczki przed tym wyuzdaniem i perwersja, które dzieja sie w jego domu. Pawel chce poczuc sie wreszcie bezpieczny. I takie jest twoje zadanie, wlasnie takie jako nauczycielki i jego wychowawczyni…

Jego dlon przesunela sie nieco wyzej. Pulsowanie w skroniach stalo sie nie do zniesienia. Jesli wykona ruch wszystko bedzie jak trzeba, ale ten ruch bedzie znaczyl jedno…
Kasia siedziala sztywna i stremowana.
– Dzialaj – nakazywala wlasnemu cialu – zrób cos, zeby to przerwac.
Chlopak zagryzal wargi i nerwowo wodzil spojrzeniem. Za chwile bedzie juz nieco wyzej, za chwile moze dotknie jej piersi.

Dzwonek telefonu wybawil ja z tej opresji. Podniosla sie i ruszyla niezgrabnie – dzwonila dyrektorka i chciala dowiedziec sie o sprawe Pawla i Krystyny. W tym momencie odezwala sie takze komórka nastolatka. To byl ojciec. Pawel nacisnal guzik i odrzucil rozmowe. W koncu nie bardzo wiedzac co poczac zwrócil spojrzenie na nauczycielke, która konczyla tlumaczyc sie dyrektorce Marii. Wychowawczyni stala odwrócona do niego bokiem, magiczna chwila uleciala…
No trudno – pomyslal Pawel i podniósl sie z miejsca.
– Musze juz isc – powiedzial do niej nieswoim glosem.
Kasia usmiechnela sie bardzo nieznacznie i kazala mu przyjsc w przyszlym tygodniu, znów do jej mieszkania. Chlopak oczywiscie sie zgodzil. Teraz byl jednak pewien, ze i wychowawczyni pragnie tego samego.

W ogrodzie, przed drzwiami natknal sie na dwie osoby. To byl Jacek z jego ciezarna matka. Calowali sie. Krystyna w 8 miesiacu ciazy ubrana w biala bluzke, mocno obcisla spódniczke, brazowe ponczochy i kozaki na wysokich obcasach. Jacek byl w lnianych spodniach i modnej koszulce. Pawel przywital sie z nimi i nieco skwaszony chcial juz wejsc do domu. Zatrzymaly go slowa matki:
– Synku, to juz dzisiaj… Za kilka godzin, wieczorem twoja mamusia bedzie bila seksualny rekord swiata.
Pawel stanal jak wmurowany. Zapomnial o tym… Oddech przyspieszyl mu blyskawicznie, rece spotnialy.
– Dzisiaj? – wyjakal prawie.
– Tak – potwierdzila matka z usmiechem.

Oniemialym spojrzeniem jeszcze raz ja zlustrowal. To dlatego ten strój. Ojciec dzwonil na pewno w tej sprawie, byl juz teraz pewien. Przelknal z trudem sline. Podniecenie mieszalo sie z upokorzeniem i skrajna perwersja.

Ale… przeciez on sam nie jest inny niz Jacek – przeciez dzis prawie calowal sie ze swoja wychowawczynia, pani Kasia. Sytuacja zaczynala przerastac nastolatka – przerazalo go zachowanie matki, takze i ojca, uczniów z klasy matki… ale takze i jego samego oraz pani Kasi… Dzis bylo tak blisko… A jednoczesnie to wszystko tak bardzo podniecalo Pawla, ze nawet gdyby mógl to raczej nie chcialby juz niczego przerywac.

– Wejdzmy, rogacz chyba nie moze sie juz doczekac – Jacek pchnal lekko drzwi i chwycil za posladek Krystyne.
– Mam nadzieje, ze sie spiszesz malenka i nie przyniesiesz mi wstydu. Dzis, w ten specyficzny sposób uczcimy zakonczenie matur i roku szkolnego.
– Postaram sie Jacku, dam z siebie wszystko i nie zawiode Cie – odpowiedziala z przejeciem nauczycielka.

Andrzej byl spiety i podenerwowany. Dzisiaj wieczorem bedzie roznosil kanapki i podawal napoje uczestnikom imprezy. Dzisiaj jego ciezarna zona w ich domu bedzie bila rekord. Wszystko to dzisiaj od godziny 20. Chcial o cos zapytac, chcial zajac czyms umysl, cos zrobic, cokolwiek byle tylko nie czekac bezczynnie. Jacek smial sie coraz glosniej patrzac na niego i co chwila poklepujac jednoczesnie tylek Krystyny.
– Pokaz mi co tam zdzialales! – te slowa skierowane byly w strone Andrzeja.
Ten machinalnie wskazal na wielki salon w ich domu. Ruszyli tam wszyscy czworo.
– No, no, spisales sie.

Widok rzeczywiscie byl imponujacy. Na srodku stala czerwona okragla kanapa oswietlona przez mnóstwo lampionów. Na scianach wisialy fotografie Krystyny w bardzo wyzywajacych pozach. Calosci wystroju dopelnial wieszak w ksztalcie meskiego czlonka. Andrzej wskazal równiez na ustawione cztery kamere i sprzet grajacy.
– Doskonale, wykonales zadanie tak jak kazalem – po raz kolejny zawyrokowal Jacek.
– A teraz czas najwyzszy wstawic fotel rogacza.
Po tych slowach w salonie zalegla cisza.
– No dalej, rusz sie! – rzucil kluczyki mezczyznie i wykrzywil ironicznie usta.

Malzonek Krystyny z ociaganiem skierowal sie do samochodu. Wiedzial, ze idzie po swoje narzedzie tortur. Jednoczesnie poczul rosnace podniecenie. Juz niedlugo beda go ponizac, sprowadzajac do roli biernego obserwatora. Czy tylko w ten sposób? Czul, ze tym razem granica przesunie sie znacznie dalej. Tylko jak bardzo? Klebiace sie mysli rozsadzaly mu zyly. Czul sie podle, nie potrafil jednak powiedziec: NIE!

Nie potrafil zrezygnowac z tej czastki siebie, która godzila sie na to wszystko, która peczniala jak ziarnko zanurzone w wodzie. Te wlasnie komórki czerpaly obfita pozywke by rosnac w sile i rozprzestrzeniac sie w organizmie. W pewnym sensie byly to zupelnie obce komórki, wszczepione Andrzejowi wbrew jego woli. Jednak czesto sie zdarza tak, ze to co przychodzi nieznane, szkodliwe wrecz, uzaleznia nas niczym narkotyk. Tak bylo i w jego przypadku. Nie potrafil juz zyc bez tej dawki adrenaliny, bez ciaglego przekraczania barier.

Odkad uswiadomil sobie, ze drzemia w nim poklady uleglosci poplynal wraz z pradem, dajac sie poniesc poteznej fali. Idac do samochodu czul jednoczesnie wstyd, rozpacz i przeogromna chec by to sie juz dzialo. W calej swej rozciaglosci. W kazdym szczególe, slowie i obrazie. Zadrzal na sama mysl. Wsunal kluczyk do dziurki i przekrecil. Bagaznik otworzyl sie. Niepewnymi ruchami wydobyl z jego wnetrza swój piekny, wspanialy fotel. Z kamienna, napieta twarza niósl go w strone salonu. Jeszcze kilkadziesiat minut i zasiadzie na nim jak na tronie.

BEDZIE KRÓLEM WSZYSTKICH ROGACZY

Wypuscil powietrze z pluc rozgladajac sie dookola.
– Gdzie oni sa? – powiedzial to prawie na glos.
Od strony sypialni dobiegl go wybuch smiechu. To jego zona Krystyna. Jacek wlasnie podawal jej pewien szczególny przedmiot. Ciekawosc kazala mu ruszyc w tamtym kierunku. Zrobil zaledwie dwa kroki i stanal jak wryty. Zobaczyl swoja „korone”.
A wiec zaczelo sie. Dzis to sie stanie i nie ma juz odwrotu… – pomyslal profesor.

***Opowiadanie znalezione w necie + moje liczne modyfikacje***

Bir cevap yazın

E-posta hesabınız yayımlanmayacak. Gerekli alanlar * ile işaretlenmişlerdir