Moge nie przyjac odmowy

Moge nie przyjac odmowy
Opowiadanie jest fragmentem wyrwanym z wiekszej calosci. Prezentujemy Wam kawalek jednego rozdzialu ksiazki noszacej tytul Ofiary. Gdyby ktos byl zainteresowany caloscia, to jest dostepna na Wattpadzie, na profilu grupy TwojaOdskocznia.

Tomek, jako prawie Bóg i czesty zwyciezca, nie dopuszczal do siebie mozliwosci porazki, nigdy. Co prawda, zdarzalo sie, ze w jego zyciu nie wszystko szlo wedlug planu. Bywaly chwile, gdy ze stoickim spokojem i kamienna twarza przekazywal bliskim pacjenta informacje o tym, ze operacja sie nie powiodla. Jednak niczego z tych dwóch nie uwazal za przegrana. To byly tylko porazki. Lekcje skierowane do niego. Zadania, które byl zmuszony odrobic, by stac sie lepszym, bardziej przewidywalnym, zapobiegawczym, perfekcyjnym. I idac do Margarety z kwiatami szykowal sie na zwyciestwo. Nawet nie bral pod uwage, ze nastolatka stanie sie dla niego nauczycielka od zycia, a jednoczesnie bedzie wspólodrabiajaca jednego z najciezszych zadan, które mógl przygotowac dla czlowieka los.
Tomek uwazal samego siebie za zawsze wygrywajacego, tylko dlatego ze nigdy sie nie poddawal. Jesli ktos nie zrzuci rekawic, a przy tym trzyma garde i z kazdych dech wstaje na równe nogi, to nigdy nie przegra. Tomasz jednak pomylil wiecznego uczestnika jakiejs dyscypliny ze zwyciezca w tej wlasnie dyscyplinie. Róznica byla moze i subtelna, ale za to szczególna. Margareta zamierzala rozczlonkowac ja na kilkanascie czesci i kazda z nich dobitnie Przybylskiemu wylozyc.
Ciezko jednak bylo trzymac sie glównego tematu wykladu, gdy przed oczami, w odleglosci ledwie trzech centymetrów, mialo sie muskularny, twardy, meski tors. Tak bliska obecnosc Tomka, sprawila, ze Margarecie spierzchly wargi, jakby podswiadomie pragnela, by to on je nawilzyl. Z trudem przelknela sline i wsparla dlonie na jego klatce piersiowej. Chciala powstrzymac go przed kolejnym krokiem.
Usmiechnal sie, ale usmiech ten byl powazny, niemal portretowy. Pochwycil za jej nadgarstki, obejmujac je jedna dlonia, a d**ga z kieszeni spodni wyjal niechlujnie zmiety, satynowy fular. W skupieniu krepowal nim jej rece. I jakas dziwna sila pozwolila mu na dokonczenie tej czynnosci, a jej na bierne trwanie w bezruchu, czasami nawet bez oddechu. Zastanawiala sie czy ta sila jest zwykla, ludzka ciekawosc czy pierwotne pozadanie.
Ograniczyl jej mozliwosc ruchu rekoma. Zmusil do pocalunku. Na poczatku sie wzbraniala i nawet miala ochote krzyknac. W glowie ukladala potencjalne wykrzyknienia i trwalo to tak dlugo, ze nagle potrafila juz jedynie milczec i poslusznie rozchylac wargi. Bladzila swym jezykiem po jego podniebieniu. Lubil uczycie, gdy metalowa kulka jej kolczyka przyjemnie laskotala.
Pocalunek trwal tak dlugo, ze woda zdazyla sie zagotowac. Czajnik wydal zlowrogi gwizd, jakby prorokowal nieszczescie obojga. Zupelnie nie zwracali na niego uwagi. Slyszeli go i swiadomie ignorowali.
Tomek bladzil dlonia pod szlafrokiem Margarety. Nie musial rozsuplywac jego wiazania, bo to w koncu samo ustapilo, odslaniajac ladna, aczkolwiek skromna i biala bielizne. I wtedy Tomasz pomyslal, ze biel nie pasuje do Margarety. I wtedy tez zapragnal zedrzec z niej te majtki i stanik.
Spodziewal sie protestu, wiec odsunal ja od czajnika, by para nie dala rady dosiegnac jej ciala. Nie pragnal jej sparzenia. Pragnal jedynie wilgoci i ciasnoty jej szparki. Objal Margarete w taki sposób, w jaki terrorysta obejmuje zakladniczke. Z szuflady na sztucce wyjal najwiekszy z nozy.
Przestraszyla sie. Jej oczy staly sie nienaturalnie duze. Poczula zimny dotyk ostrza na swojej dlugiej szyi. Przestala oddychac miarowo. Zaczela brac szybkie wdechy, coraz plytsze, a jej klatka piersiowa unosila sie i opadala w nienaturalnym tempie. Otworzyla usta szerzej i spróbowala ugryzc Tomasza w dlon, która je nakrywala. W efekcie tego czynu zlapal ja mocniej i jeszcze bardziej docisnal do siebie.
– Uprzedzalem, ze moge nie przyjac odmowy – przypomnial zachryplym glosem. Czula jego oddech tuz przy wlasnym uchu.
Przelknela sline i postarala sie uspokoic. W tym czasie nóz zaglebil sie miedzy jej piersiami, ostrzem zwróconym do góry. Material stanika szybko ustapil. Ramiaczka takze dlugo sie nie opieraly. I ona tez przestala sie opierac. Ostry przedmiot, ocierajacy sie, od czasu do czasu, o którys z jej sutków, sprawial, ze wilgotniala. I szybko zdala sobie sprawe z tego, ze nie podnieca ja tylko i wylacznie strach, ale przede wszystkim silny mezczyzna, mocno trzymajacy, pewny swych dzialan, nie okazujacy strachu i nie bojacy sie konsekwencji.
Jej oddech sie uspokoil, ale na ciele pojawila sie gesia skórka, wywolana silnym dreszczem. Dlon Tomka przestala ja ograniczac. Teraz mogla krzyczec, a nawet uciekac. Zdecydowala sie jednak jedynie na obrót, a to i tak za jego niewerbalnym rozkazem. Stala naprzeciw niego, w odleglosci kilku centymetrów. Zadarla glowe do góry. Patrzyla w jego szmaragdowe oczy. Blyszczaly. Zdradzaly zadze.
Nóz skierowal ku dolowi. Dotknal nim jej uda. Przejechal po nim na tyle mocno, by czula, a jednoczesnie na tyle delikatnie, by jej nie skaleczyc.
– Zrób to – najpierw wypowiedzialy jej oczy, a pózniej usta.
Mial ochote sie usmiechnac, a nawet rozesmiac, ale nie zrobil niczego z dwóch. Ciagle stal w tej samej odleglosci od swojej nastoletniej kochanki i nozem ocieral o jedno z jej ud.
– Z checia bym to zrobil – przemówil w koncu, wazac skrupulatnie kazde jedno slowo. Nóz wsunal nieopodal jej pachwiny, pod material bialych majtek. Szarpnal tak, ze poczula ból, gdy material zostal naciagniety. Tomek ponowil próbe, ani na moment nie spuszczajac oczu z jej twarzy. I za d**gim razem sie udalo. Jedna z jej nóg zostala uwolniona. Po d**giej zsunela sie bielizna. – Tylko jest jeden problem – oznajmil nagle. – Nie mamy czasu – dodal i wskazal nozem na zegar, który zawieszony byl nad stolem w kuchni. – Przed bankietem, chcialbym ci jeszcze cos pokazac. – Usmiechnal sie do niej cieplo i staral sie nie zwracac uwagi na jej nagosc. Pragnal, by jego podniecenie opadlo. Byl zmuszony nad soba zapanowac, choc chcial to zrobic tylko i wylacznie po to, by nie spelniac jej fantazji i tym sposobem ofiarowac jej nalezyta, jego zdaniem, nauczke.
Do Margarety powrócila zdolnosc logicznego myslenia. Odmowa Tomasza sprawila, ze zacmienie jej umyslu zostalo rozwiane na wszystkie cztery strony. I nagle zal jej sie zrobilo bielizny, która zniszczyl. Sama ja sobie kupila. Wiedziala, ze dla niego sto zlotych niewiele znaczy, ale dla niej bylo calkiem wysoka kwota. Pieniadze nie spadaly jej z nieba.
– Nie bedziesz mna manipulowal – uprzedzila. Siegajac zebami do fularu, który wciaz krepowal jej nadgarstki. Udalo jej sie go rozsuplac i uwolnic dlonie. Wylaczyla palnik. Gwizdanie czajnika ja irytowalo. Cisnela fularem w Tomka klatke piersiowa. – Co ty sobie myslales!? – wykrzyknela. Pchnela go i wyminela. Poczula, ze wlóczy za soba majtki, które zatrzymaly sie na kostce. Przeklela siarczyscie i postarala sie je zdjac, bez koniecznosci kucania i uzywania rak.
Tomka ten widok wydawal sie rozbawic, ale jego slowa temu zaprzeczyly.
– Kiedy juz skonczysz sie zloscic, to sie przebierz – powiedzial, ale brzmial, jakby wydawal jej polecenie i nie zamierzal przyjac zadnego protestu, a juz zwlaszcza odmowy. – Nie mamy za duzo czasu – dodal juz znacznie delikatniej. Podniósl satynowy fular z podlogi i podszedl do lusterka, które znajdowalo sie w lazience. Kilka razy staral sie uporac z wiazaniem i w koncu mial jedynie ochote na to, by spuscic te ozdobe w muszli klozetowej, wczesniej tnac ja, przyniesionym z soba z kuchni nozem, na najmniejsze z mozliwych kawalków.
– Nalezaloby go najpierw wyprasowac – stwierdzila Margareta, z progu przygladajaca sie temu co Tomasz robil.
Patrzyl na nia w odbiciu lusterka. Obserwowal jej niemal idealna, podkreslona czarnym pasem talie. Ten czarny pas idealnie komponowal sie ze sliska zielenia dlugiej, bo az dotykajacej kostek, sukni.
Podeszla blizej i pochwycila za nóz, znajdujacy sie na pralce.
– Zamierzasz zabrac go z soba na bankiet? – zapytala niewinnie, lekko drwiaco. Wrzucila narzedzie do pustej wanny.
Pozeral ja wzrokiem juz wczesniej, ale gdy sie do niej odwrócil, to jego oczy zdawaly sie byc wyglodniale jak nigdy wczesniej. Zamaskowal to usmiechem, chwile wpatrujac sie tylko i wylacznie w jej nagie, drobne stopy.
– Przyznaj, ze ci sie podobalo – powiedzial. Wlasciwie rozkazal.
– Nie podobalo mi sie, ze mi sie podobalo – odpowiedziala pokretnie, ale szczerze. – Powinienes sie leczyc – dodala juz ostrzej.
– Powinienem sie leczyc, bo wprowadzilem do naszego zwiazku nieco wiecej pikanterii? – nie dowierzal.
– Nie jestesmy w zwiazku – przypomniala, zabierajac fular z jego rak. – Wyprasuje go i pojade z toba na ten bankiet. A pózniej znikniesz z mojego zycia – zadecydowala.
– Dlaczego mam znikac z twojego zycia, skoro zazwyczaj spedzamy z soba udanie czas? – dopytywal, jakby zupelnie nie rozumial motywacji, jakimi sie kierowala.
Westchnela. Oparla sie o pralke i przelknela jedna z najbardziej gorzkich do tej pory slin.
– Bo ja nie jestem taka kobieta, za jaka mnie uwazasz – zaczela niesmialo, ale szybko nabrala pewnosci co do slusznosci swojej decyzji. – A ty nie jestes takim mezczyzna, za jakiego wzielam cie na poczatku – dokonczyla i chciala wyjsc z lazienki.
Szybko pochwycil ja za nadgarstek i zmusil do tego, by stanela w miejscu. Nie odwracal jej w swoja strone. Slowa kierowal do jej pleców.
– Co to znaczy? – pytal. Ponawial to pytanie wielokrotnie. Mijaly sekundy. Minuty. Pierwszy kwadrans, a on nie ustepowal. Wciaz pytal. Ona milczala.
I w koncu na niego spojrzala.
– Chcesz sie spóznic? – poplynelo z jej ust. Ton wypowiedzi byl najzwyczajniejszy.
– Nie obchodzi mnie to – odparl. – Obchodzisz mnie ty – wyznal.
– Nie lubie zobowiazan – przypomniala. – Prosilam, bys sie nie angazowal.
– I sama sie zaangazowalas – wypomnial jej, wciaz wiezac drobny nadgarstek w stalowym uscisku. – Gdyby bylo inaczej, nie chcialabys tego konczyc – stwierdzil smialo. – Gdybym byl ci obojetny, to dalej bysmy sie dobrze pieprzyli i bezsensu spotykali! – uniósl sie.
– Ja juz to przezylam! – krzyknela i spróbowala sie uwolnic.
Nie pozwolil jej na to. I o ile tylko bylo to mozliwe, jeszcze mocniej zacisnal dlon na jej rece.

Bir cevap yazın

E-posta hesabınız yayımlanmayacak. Gerekli alanlar * ile işaretlenmişlerdir