Wakacje cz.9

Wakacje cz.9
UWAGA – Nie jest to opowiadanie mojego autorstwa, znalazlem je na innej stronie.

Calkowita metamorfoza. Umyla sie, polozyla do lózka i zaraz zasnela. On wyszedl pozyczyc odtwarzacz dvd a kiedy byl juz z powrotem, niezgrabnymi ruchami zaczal go podpinac. Wtedy zjawil sie Pawel. Spojrzal na ojca, na matke i nic nie mówiac opuscil ich pokój. Andrzej chcial go zatrzymac. Wybiegl za nim na korytarz i cicho zapytal:
– niczego nie potrzebujesz?
Chlopak odwrócil sie, zawahal ale w koncu odrzekl:
– co to za plyta?
W udreczonym spojrzeniu ojca zobaczyl jakas iskierke. Wyczul, ze jest to prosba wiec zamilkl. Patrzyli na siebie dluzsza chwile w koncu Pawel nie wytrzymal i przysunal sie do niego.
– co sie stalo?
Nie bardzo wiedzial co ma mu odrzec. Z d**giej zas strony nie chcial milczec.
– widzisz – zaczal niepewnie – sprawy sie skomplikowaly…
– czy z mama jest wszystko dobrze? – Pawel jakby czul, ze to z jej strony cos dzieje sie nie tak.
– widzisz, twoja matka…
Pawel wpatrywal sie w niego coraz intensywniej.

– CHCIALBYM ZOBACZYC TE PLYTE – powiedzial zdecydowanie Pawel.
Teraz juz obaj zdawali sobie sprawe, ze tam tkwi pewna tajemnica, ze tam jest ukryte cos, i ze obaj o tym wiedza. Andrzej kiwnal przeczaco glowa.
– nie mozesz tego zobaczyc – powiedzial cicho ojciec – nie mozesz…
– czy ona?… – teraz juz obaj szeptali.
– tak…
Slowa zawisly w powietrzu i tylko ich oczy od czasu do czasu spotykaly sie ze soba, by znowu uciec gdzies w przestrzen. Nie trzeba bylo mówic. Gesty wyrazaly wszystko az nadto: dlaczego na to pozwolil, dlaczego dopuscil do tego. Pawel jakby oskarzal Andrzeja. A potem inne które mówily: i co teraz? a dzisiaj? jak to wszystko sie potoczy dalej, jak…

Pozegnali sie chwile pózniej. Ojciec i syn ruszyli w przeciwnych kierunkach. Ojciec pokonany, syn zly. Ten pierwszy poszedl dopelnic przeznaczenia i wlaczyl relacje z pierwszego wieczoru, tym samym domykajac kolo. d**gi otworzyl pole wyobrazni i zapoczatkowal kolejna linie po której potoczyly sie z hukiem wagony jego nieskrepowanych mysli. Wrzucal do nich coraz wiecej obrazów, coraz wiecej slów i pytan. I staral sie odpowiadac na nie. Staral sie bardzo. Cala trójka oscylowala teraz wokól jednej planety, okrazala ja, tyle ze po róznych orbitach.
On zgarbiony chlonal jej dzwieki, spojrzenia, slowa. Ona prezyla sie, wyginala, mruczala.

PAWEL MALOWAL OBRAZY.
Krystyna obudzila sie po godzinie. Spojrzala przed siebie i zobaczyla go tam. Siedzial zgarbiony i wpatrywal sie w ekran. Ziewnela. Odwrócil sie. Zobaczyl na jej twarzy pogardliwy usmieszek. Nie mógl tego zniesc. Znów zatopil sie w filmie. Tam bylo jeszcze gorzej. Jego zona wlasnie rozchylala usta by przyjac w siebie naprezonego mlodego kutasa. Widzial jak slinila usta, jak wysuwala jezyk. Widzial jak mlody byczek chwyta ja za wlosy i pakuje go prosto w jej gardlo. d**gi w tym czasie posuwal jej cipe.
– podoba ci sie? – przeciagajac sie zapytala jakby od niechcenia.
Nic nie odpowiedzial. Jeszcze bardziej zatopil sie w sobie. Wówczas odezwal sie jednak telefon.
– podaj mi go – powiedziala stanowczo do meza.
Ten bez sprzeciwu wykonal jej polecenie. Z wyrazu jej twarzy od razu wyczytal, ze znów sie zaczyna. Zadrzal.
– napusc mi wody
Chwile pózniej byla juz w wannie. W koncu odwazyl sie zapytac kto to.
– pamietasz tych chlopców wczoraj?
– tak…
– pójdziemy do nich na kwatere, chca mnie blizej poznac.

Policzek byl bardzo silny. Prawie zwalil go z nóg.
Kiedy opuszczali pensjonat, jak zwykle skupily sie na nich spojrzenia. Wlasciwie to na niej bo ubrana byla bardzo wyzywajaco. Tym razem sledzil ich takze Pawel. Krok w krok podazal za nimi starajac sie nie rzucac w oczy. W koncu doszli do domku pomiedzy sosnami. Tam, przywitali sie z jakims wyrostkiem, którego Pawel w mgnieniu oka ocenil. Musial byc w jego wieku. Z cala pewnoscia tak bylo.
To co zobaczyl po chwili wywolalo skurcz w brzuchu. Z wnetrza budynku wysypali sie mlodzi chlopcy i drwiacym glosem odezwali sie do Andrzeja:
– dobrze, ze ja przyprowadziles, zerzniemy na fest twoja zoneczke.
I zlapali ja za posladki.
– O WIDZE, ZE SUCZKA ROZGRZANA.
– wczoraj chyba zabalowalas kochanie.
Kiwnela glowa. Najwyrazniej wyczul, ze miala napuchnieta mocno cipke.
– tak, wczoraj byl cudowny wieczór – odpowiedziala.
– ale teraz tez licze na dobra zabawe.
– bedziesz ja miala kochanie – mlodzieniec, który to mówil lubieznie oblizal usta i przeciagnal dlonia po jej kroczu.
– wejdzmy – powiedzial.

Pawel nie mógl uwierzyc w to co zobaczyl. Az przysiadl z wrazenia kiedy znikneli wewnatrz. Mial zamiar wejsc tam i przerwac wszystko. Mial zamiar zrobic to czego nie potrafil jego ojciec. Juz sie nawet podnosil, kiedy cos innego uderzylo w niego z taranujaca sila. Zatrzymal sie. Obszedl dookola budynek szukajac okna. Podszedl do jednego, do d**giego, i nic. Zrezygnowany odwrócil sie i zamiast wykonac swój plan pobiegl z powrotem do pensjonatu. Wzial klucz od pokoju rodziców i zaczal szukac tej plyty. Bardzo szybko wsunal ja do odtwarzacza…

Po obejrzeniu calosci jeknal z rozpaczy. Osunal sie na podloge i z wypiekami na twarzy lezal tak dobra godzine.
W tym samym czasie orgia trwala w najlepsze. Krystyna przyjmowala w siebie jednego kutasa za d**gim. Wchodzili w jej usta, w mokra, rozpalona szparke, rozciagali jej pupe i pompowali ja z calych sil. Andrzej milczaco przygladal sie temu, raz po raz slyszac pod swoim adresem wulgarne slowa:
– podoba ci sie frajerze?
– lubisz patrzec jak zonka sie puszcza?
– popatrz sobie jak ja walimy.
A ona tylko jeczala i jeczala. Trwalo to wiele godzin. Upokorzenie zmieszane z podnieceniem, ponizenie i bezradnosc, to wszystko kotlowalo sie w jedym ciele, w jednym umysle rozsadzajac kazda komórke. Adrenalina wprost buzowala w zylach. Krystyna dostawala klapsy w pupe i wypinala sie coraz mocniej. Andrzej przymknal powieki. Przywolal jej obraz sprzed wielu lat, kiedy pierwszy raz ja zobaczyl. Byla wówczas taka mloda, taka swieza i taka niewinna. Przypomnial sobie pierwszy pocalunek, pierwsze zetkniecie dloni. A teraz? Na chwile otworzyl oczy. Dzwiek, który uslyszal nie pozostawial watpliwosci. Przezywala orgazm. Znów je zamknal. Zobaczyl ja w bialej sukience. Bylo lato jak dzisiaj, ona taka usmiechnieta, promienna. Szla w jego strone. Podniósl do góry welon, i uslyszal te slowa z jej ust: tak, kocham cie.

Prawie spadl z krzesla na to wspomnienie. Ktos go potrzasnal, drwiaco wskazal na lózko i powiedzial:
– FAJNIE SIE PIEPRZY, CO?
Glos przysunal sie do niej i patrzac na niego wepchal kutasa w jej pochwe. Ustawili ja tak zeby widzial jej twarz. Zeby widzial tez tego, który ja rznie.
– no dalej mala, pokrzycz sobie.
Jeki rzeczywiscie przerodzily sie w krzyk. Glosny, spazmatyczny, budzacy uspione instynkty krzyk wydarl sie z gardla posuwanej kobiety.

Bir cevap yazın

E-posta hesabınız yayımlanmayacak. Gerekli alanlar * ile işaretlenmişlerdir